Strona głównaDrużyna → Obóz Borzechowskie 2012

Obóz Borzechowskie 2012

Obóz moimi oczami.

W dniu 3. lipca 5. drużyna radomska Św. Wojciecha wyjechała na obóz do Borzechowa w okolicach Gdańska. Podróż była długa i żmudna, lecz bezpieczna. Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy na miejsce. Po przyjeździe od razu wpadliśmy w wir pracy, trzeba było przenieść sprzęt i rozbić obóz. Chłopaki w zastępach mimo wycieńczenia drogą dawali z siebie wszystko. Następnego dnia zaczęła się pionierka. Jest to czas budowy urządzeń obozowych, ale także część obozu, w której wybucha najwięcej sporów i kłótni.      

Czas pionierki, czyli budowania obozu z drewnianych konstrukcji, jest czasem wielkiego wysiłku fizycznego. Bywało ciężko, bo gdy jesteśmy zmęczeni, łatwo o kłótnie (które z perspektywy 3 dni, po zakończeniu pionierki, bywają śmieszne). Wspólnymi siłami dbaliśmy  o dobrą atmosferę i zebraliśmy tego dobre owoce. Każdy zastęp zdołał wykonać kawał dobrej roboty i sprostał wyzwaniu. Nie udało by się to gdyby nie codzienna rada zastępu, na której każdy harcerz mówił co go trapi oraz co chciałby poprawić, aby zastęp funkcjonował lepiej.

W niedzielę, po pionierce wybraliśmy się do kościoła w Borzechowie, a po mszy świętej odbył się turniej piłki nożnej. Była doskonała okazja do rywalizacji, a  także aby poprawić współpracę w jednostkach. Po wycieńczających meczach nasza drużyna zajęła miejsce na podium, a wygrała 3 Drużyna Radomska Św. Brunona z Kwerfurtu.

W następnych dniach odbyło się eksplo, które polega na udaniu się do miejscowości wskazanej przez Komendę i znalezieniu noclegu w zamian za pomoc. Dostaliśmy również listę zadań do wykonania. Musieliśmy znaleźć ludzi którzy będą chcieli nas przyjąć. Niestety po kilku godzinach szukania nie udało nam się trafić na osobę gotową nas ugościć. Chłopcy źle to przyjęli przez co morale zastępu sięgnęło asfaltu. Dostaliśmy propozycję, aby rozwiesić plandekę w lesie i przenocować pod nią. Po pewnym czasie zdecydowaliśmy jednak, że powrócimy do obozu, co oznaczało, iż odpadamy z dalszej rywalizacji w eksplo. Następnego dnia z bolącymi stopami musieliśmy wyruszyć do innej wsi. Na miejscu bardzo ciepło przyjął nas Pan Sołtys. Miejscowość nazywała się Piece. Odwiedziliśmy w niej Chatę Kociewską, która była tamtejszym zabytkiem. Mimo dyskwalifikacji postanowiliśmy wypełnić niektóre zadania przy czym świetnie się bawiliśmy.

Odskocznią od codziennych obowiązków było świętu szczepu św. Kingi i św. Brunona. Mieliśmy okazje spotkać się tam z harcerkami i harcerzami z innych drużyn. Wszyscy spędzili ten czas na wspólnej zabawie.

W sobotę wybraliśmy się do Gdańska. Najpierw odbyła się msza św., a po niej uroczysty apel. Następnie mieliśmy czas wolny, a do niektórych harcerzy przyjechała rodzina. Mieliśmy również czas na to aby zakupić produkty niezbędne do dań na konkurs  kulinarny.

W niedzielę odbył się konkurs kulinarny na którym za zadanie mieliśmy przyrządzić danie z ryb. Pracowaliśmy w pocie czoła, a następnie nasze potrawy oceniła komisja złożona z Komendy i zastępowych. 

W ostatnich dniach obozu odbyła się wielka gra o tematyce Wikingów ułożona przez Druha Jakuba Oczkowskiego. W czasie jej trwania musieliśmy działać zespołowo i troszczyć się o dobro ogółu. Wszystkim bardzo podobał się tryb wypełniania zadań i walki. Na koniec wielkiej gry dowodzenie nad innymi klanami objął klan Jastrząb i poprowadził nas do bitwy przeciwko Polanom, których odgrywała 3 DR. Udało nam się zwyciężyć, przy czym dobrze się bawiliśmy.

Na zakończenie obozu była depionierka czyli rozbiórka obozu. Poszła ona bardzo sprawnie. W jeden dzień pozostawiliśmy las takim jakim go zastaliśmy. W ostatnią noc obozu odbył się Sąd Honorowy, w czasie którego poszczególni obozowicze byli rozliczani ze swojego postępowania, co miało na celu uczynienie z nich lepszych harcerzy. Po powrocie do Radomia odbył się apel końcowy. Przyznane na nim zostały wstążeczki za poszczególne konkursy, Niedźwiedź wygrał konkurs: Czystości, Pionierki Kulinarny; Jastrząb Wielką Grę i Eksplo, a Jaguar Ekspresję i został ogłoszony najlepszym zastępem. Bardzo się z tego ucieszyliśmy, gdyż nasza ciężka praca nie poszła na marne. Sześciu ochotników złożyło przyrzeczenia, a Drużyna zyskała również pięciu wywiadowców w tym czterech z Jaguara i jednego z Jastrzębia.  Chłopcy zdobyli także kilka sprawności przez co byłem z nich bardzo dumny. Podsumowując uważam obóz za wspaniałe przeżycie i myślę, że nauczyłem się nie tylko nowych technik harcerskich, ale także lepszej pracy w grupie i zbliżyłem się do reszty zastępu.

zastępowy, wywiadowca Kamil J.